czwartek, 12 września 2013

Jak zrobią z Ciebie idiotę na 10 sposobów

Wprawdzie lepiej nie popełniać żadnych tekstów pod wpływem negatywnych emocji. We mnie dziś buzuje złość i nie zamierzam się wcale powstrzymywać przed pisaniem. Wręcz przeciwnie myślę, że to dobry sposób na odreagowanie.  
Do rzeczy. Chyba niewielu jest szczęśliwców, którzy nie doświadczyli profesjonalizmu ludzi od HR przechodząc rozmowę kwalifikacyjną. Moim zdaniem to jedna z najbardziej żenujących sytuacji na jaką prędzej czy później zostaniemy skazani. No chyba, że akurat nasz tata jest prezesem i nie czeka nas taka przyjemność. Co mnie tak drażni w takich rozmowach? Przede wszystkim ich kretynizm, za przykład posłużą mi pytania z którymi miałam do czynienia:
- Gdzie Pani widzi siebie za 5 lat? Odpowiedź oczekiwana: W Waszej firmie, oddając jej się w każdym calu, poświęcając dla niej dni i noce, spełniając się w niej i przysługując jak tylko mogę. Nieważne, że to stanowisko konsultanta na infolinii. Odpowiedź nasuwająca się: A skąd ku…mam wiedzieć, może jutro potrąci mnie tramwaj, a może wyjadę na Bora Bora.
- Gdyby Pani miała wylądować na bezludnej wyspie z jedną z postaci bajek kogo by Pani wybrała i dlaczego? Odpowiedź oczekiwana : Z Królikiem Bugsem, bo zawsze potrafił znaleźć wyjście z każdej sytuacji, nie brakowało mu pomysłów i nie można by się z nim znudzić, z pewnością potrafiłby też niejednokrotnie mnie rozbawić. Odpowiedź nasuwająca się: Co ćpałeś?
Kolejne z idiotycznych pytań, które w łatwy sposób sprawią, że poczujesz się jak głupiec to m.in.:
- Proszę wyobrazić sobie, że jesteśmy na Antarktydzie i sprzedać mi lód.
- Proszę sprzedać mi zapałki i przekonać mnie, że to lepszy wybór od zapalniczki.
- Proszę wymienić 5 zalet spinacza i jego innowacyjnych zastosowań dotąd nieznanych.
- Proszę podać 3 Pani wady i 3 pani zalety. Tu z pewnością każdy odpowiada zgodnie z prawdą: jestem rzetelna, odpowiedzialna i punktualna, a moje wady? Cóż nadmierny perfekcjonizm! Podczas gdy w rzeczywistości ktoś może być niedbałym, spóźnialskim leniem, który nie potrafi współpracować z innymi. Tylko w jaki sposób sprawdzić to czy ktoś mówi prawdę? Czyżby był to konkurs na najlepszego kłamcę…
I wisienka na torcie :) Moje ulubione:
- Jakie są Pani oczekiwania finansowe?
Tylko uwaga, jeśli powiesz za mało, za mało dostaniesz, jeśli powiesz za dużo wezmą frajera, który mniej się ceni, co prowadzi do tego, że wszystkich nas będą wyzyskiwać do końca świata i o jeden dzień dłużej.

Wiem, wiem. To są specjalnie przygotowane pytania, które pozwolą grupie dzielnych HRowców wybrać najlepszego kandydata dla ich super firmy. Bullshit! Chyba tylko dostarczy im nowych powodów do pokpiwania sobie z pocących się i zdenerwowanych rekrutowanych, dla których taka rozmowa to naprawdę stresujące przeżycie. Jeśli na serio myślicie, że sprawdzi ona kreatywność i innowacyjność myślenia, zastanówmy się czy każdy z nas MUSI być szalenie kreatywny, pomysłowy i pewny siebie. Czy osoba, która nie ma chęci do wymyślania odpowiedzi na idiotyczne pytania i błaźnienia się przed obcymi ludźmi nie może być dobrym, oddanym pracownikiem. Te pytania pojawiają się nie tylko w korpo, ale w zwykłych małych firmach, albo podrzędnych call center. Ludzie przeprowadzający rozmowy wykorzystując swoją przewagę narażają nas na uczucie dyskomfortu, być może leczą też swoje kompleksy i czują się lepiej gdy mają tą władzę nad osobom, która od wielu miesięcy szuka pracy…
Może to nie wina samych rekrutujących, ale całego tego założenia jak taki proces ma wyglądać, ktoś w końcu to wymyślił. Tylko w jakim celu? Czy nie można porozmawiać jak człowiek z człowiekiem, ocenić kogoś na podstawie swojego doświadczenia, tego jak ktoś się wypowiada, wygląda, czy to, że ktoś w rubryce zainteresowania i hobby zamiast o nartach i wspinaczce napisał o książkach i filmach oznacza, że jest gorszy? Radzą by tego nie pisać, to mało oryginalne, tylko, że tak naprawdę wcale nie tak wiele osób  jest na bieżąco z literaturą. Może zamiast kierować się ogólnymi standardami  wymysłami docenimy po prostu czyjeś chęci, wiedzę i damy mu szansę mimo, że nie opowie nam zabawnej sytuacji która mu się ostatnio wydarzyła i nie będzie przekrzykiwał innych na assessment center…

poniedziałek, 9 września 2013

A jednak zdarzają się...

"Zdarzają się, nie po­wiem, małżeństwa do śmier­ci. Ale to już za­byt­ki. Niedługo będzie się do ta­kich wy­cie­czki pro­wadzić, jak do zamków, ka­tedr, mu­zeów. Małżeństwo, prawdę mówiąc, to dzi­siaj spółka z og­ra­niczoną od­po­wie­dzial­nością. Upa­da, zakłada się dru­gie. I się kręci, aby ja­koś, aby da­lej, aby do końca. Diabła war­te to nasze życie, po­wiem pa­nu. Te wszys­tkie nasze sny, marze­nia, nadzieje." 
Wiesław Myśliwski

czwartek, 5 września 2013

Każdy powinien być sam...


Każdy powinien być sam, chociaż przez jakiś czas w swoim życiu. Związki są cudowne, potrafią dać nam motywacje, nastroić pozytywnie do świata, zapewnić poczucie bezpieczeństwa. Ta świadomość, że dla kogoś jesteś najważniejsza/najważniejszy na świecie daje wielką moc. Czy może być coś lepszego niż fakt, że czyjeś serce należy do nas i także my tą osobę bezgranicznie kochamy?


Jednak dla własnego dobra, a także dla dobra przyszłego partnera z którym kiedyś może przyjdzie dzielić nam życie powinniśmy mieć na swoim koncie okres samotności. Nie mówię tu o latach bezwzględnej posuchy, braku kontaktów z płcią przeciwną, ograniczeniu randek do minimum. Chodzi o tą świadomość : Nie mam nikogo, jestem zdana na siebie. Nie mam może w kimś oparcia, ale nie jestem też od nikogo zależna. Radzę sobie. Zaraz potem nasuwają się myśli: Skoro jestem sama, muszę się lubić na tyle, żeby przyjemnie spędzać czas w swoim własnym towarzystwie. Tutaj już krok od bardzo ważnych pytań : Jaka naprawdę jestem? Co lubię? Jakie mam zainteresowania? Co zawsze chciałam robić? O czym marzyłam? Czego się boję? Jaki są moje plany? Nad czym muszę popracować? Czy jest coś czego zawsze chciałam, ale coś mnie ograniczało? Czy teraz coś mnie powstrzymuje, żeby spróbować osiągnąć to o czym zawsze marzyłam? Nie chodzi tu o wielkie zmiany typu zmiana miejsca zamieszkania, kierunku studiów, towarzystwa. (Chociaż czasem i takie są słuszne i potrzebne.) Wystarczy pójść na kurs językowy, zapisać się do szkoły tańca, pojechać na wymarzone wakacje. Chodzi o odkrywanie siebie i to jak Ci to zaprocentuje. Jesteś teraz sama, nie wiesz jak długo, zrób coś dla siebie, wykorzystaj ten czas na maksa. Nie bój się oceny innych, to nie ich życie. Koleżanki wychodzą na randki, spotykają się z ukochanym, przesiadują u niego, nie mają dla Ciebie czasu. Super, Ty też niedługo nie będziesz miała go dla nich, bo zaangażujesz się w działalność w organizacji studenckiej, albo pójdziesz do pracy, może zainteresuje Cię kurs makijażu, albo rozkochasz się w starych filmach. Na pewno znajdziesz coś co sprawi, że każdy dzień będzie miał sens i nie powiesz nigdy, że czas, kiedy nie miałaś chłopaka był zmarnowany.


Z przerażeniem słucham tekstów typu : Ja to bym nie potrafiła być sama! To straszne. Nie potrafiłabym nikogo nie mieć? Serio?! Bardzo współczuję takim dziewczynom, widocznie nie są zbyt rozgarnięte skoro, nie potrafią samodzielnie wypełnić sobie czasu, a ich całe życie to facet oraz to co się z nim wiąże. Chodzą z nim do lekarza, nie mają już osobnych przyjaciół, robią z siebie bardziej nieporadne niż są w rzeczywistości, od dawna nie przeczytały ambitniejszej książki, za to są na bieżąco z Cosmo i trendami w bieliźnie. Potrzebują go aby załatwić coś na mieście, wrócić z pracy do domu, przewieść bagaż, rozpakować plik. Potrzebują go aby zdecydować gdzie i co chcą studiować, jakich mieć znajomych, ile czasu pozostawić dla siebie i jakiej długości mieć włosy. Bardzo, bardzo smutne...Najgorsze w tym wszystkim jest to, że takie kobiety serdecznie współczują tym samotnym biedulkom, które nie mają co ze sobą zrobić i dlatego wpadają na tak niedorzeczne pomysły jak wyjazd na Erazmusa, drugi kierunek studiów, kurs fotografii. Nie chcę tutaj generalizować, bo wiem, że masę osób potrafi zadbać o swój rozwój będąc w związku i są osoby samotne, które przetrwonią ten czas. Jednak nie wierzę w to, że osoba, która od podstawówki/liceum jest ciągle z kimś (tym samym, albo przechodzi z „związku” do „związku”) wie naprawdę kim jest i ma przekonanie, że poradziłaby sobie sama. Kiedy miał być ten czas na zmierzenie się ze swoim dojrzewaniem i odkrywaniem własne JA? Bez nikogo więcej...Na swój sposób jest to pewne skrzywienie.



Źródło: http://zomiks.blox.pl/2010/10/Najgorzej.html

 Nie jestem wojującą feministką. Kocham i jestem kochana. Samotność ma swoje smutki. Jednak wiem, kiedy dokonało się najwięcej zmian w moim życiu, kiedy przesłuchałam najwięcej kawałków, przeczytałam najlepsze książki i poznawałam najwięcej ludzi, wiem, kiedy przeżyłam niezapomniane wakacje i kiedy poczułam, że SAMOSTANOWIĘ O SOBIE. Kiedy przestałam się bać zabierać głos i trzymać się swoich racji. W związkach też dowiadujemy się czegoś o sobie, one też nas kształtują, dobre relacje czynią nas lepszymi ludźmi. Jednak nic nie da się porównać do okresu, kiedy człowiek jest sam ze sobą. To jest ten czas, kiedy możesz nauczyć się i najzwyczajniej w świecie pokochać...samego siebie.

poniedziałek, 2 września 2013

Geniusz "The Killing"

Tytuł: "Dochodzenie"
Tytuł oryginalny: "The Killing"
Gatunek: Dramat, Kryminał
Premiera: 2011 r.
Aktorzy: Mireille Enos, Joel Kinnaman
Czas trwania: 45 min
Ocena: 5/5
Źródło: https://www.facebook.com/TheKilling

Czy jest coś lepszego od serialu, który gwarantuje utrzymanie wysokiego poziomu, w każdym odcinku, rosnące napięcie i mnóstwo nieoczekiwanych zwrotów akcji?  Jeśli chodzi o zbliżające się jesienne wieczory mało co może się z tym równać, a kiedy połączymy to z kubkiem gorącej czekolady mamy zestaw idealny. Pech chciał, że moje oglądanie genialnego serialu jakiem jest „The Killing” przypadło na okres wiosenny i to jeszcze przed obroną. Nie łudźcie się, że podzielicie sobie obejrzenie odcinków na jakiś rozsądny okres czasu, ten serial to narkotyk! Nie zaczynajcie go nawet, jeśli macie napięty harmonogram na najbliższe dni, czy tygodnie. Po każdym zakończonym odcinku miałam jedną myśl „ To był świetny pomysł na zakończenie! Cholera! Teraz muszę obejrzeć kolejny odcinek!”.

W pierwszym ginie śliczna, młoda dziewczyna a cały serial to dochodzenie: Kto ją zabił? Dlaczego? W jakich okolicznościach? W nieoczekiwany sposób splatają się tutaj wątki rodziny zamordowanej, detektywów zajmujących się śledztwem oraz polityków, którzy właśnie walczą o tytuł burmistrza Seattle.
Co może nas zaskoczyć? Może to, że jedna sprawa może mieć tyle wątków, nieścisłości, sekretów, że nagle każdy może być podejrzanym, a dochodzenie nas nie nuży. Wściekamy się tylko, bo stajemy się coraz bardziej niecierpliwi pragnąc dowiedzieć się kto stoi za zabójstwem nastolatki.

Według mnie ten serial jest nieszablonowy, bo pokazuje życie. Prawdziwe, bo bez szminki u pani detektyw i markowych ciuchów u pana detektywa. Tu nie ma idealnych twarzy, nieistniejącego perfekcjonizmu, niekończącej się werwy u bohaterów i ich sztucznych uśmiechów. Na miejscu zbrodni nikt nie pojawi się w szpilkach, a rodzina zmarłej długo nie będzie mogła pogodzić się z jej stratą. Z czasem okaże się, że jej śmierć spowodował nieodwracalne zmiany…

Para aktorów, którzy zagrali detektywów :Linden i Holdera w moim przekonaniu stworzyli świetne i niebanalne kreację. Wprawdzie Holder ma swój urok, ale chylę czoła przed Mireille Enos, która jednym swoim krzywym spojrzeniem potrafiła mnie niejednokrotnie rozbawić, a wyraz jej twarzy przekazał więcej niż setki słów.  
Klimat serialu jest nieziemsko dobry dla osób, które mają w sobie coś z melancholika i czasem rozkoszują się ponurym nastrojem w deszczowe dni. Ja tak mam i mroczne Seattle, w którym stale pada było dla mnie idealnym tłem do opowiedzianej historii dotyczącej rozwiązani zagadki zbrodni.

W tym serialu nic nie jest jednoznaczne. Dla wszystkich, którzy od dawna przewidują zakończenia filmowe będzie to niezła zabawa i przyjemna odmiana od utartych schematów. Bohaterowie tak jak każdy z nas podejmują złe i dobre decyzje, kierują się troska o innych, a czasem jedynie o siebie samych, nie są dobrzy, ani źli. Są ludźmi, którzy mają coś do ukrycia, popełniają błędy, walczą ze swoją przeszłością i chcą zmiany na lepsze.
Moim zdaniem jest to serial - perełka, który nie jest tak popularny jak na to zasługuje i nie jest tak doceniony jak inne produkcje na fali. Po obejrzeniu „The Killing” długo nie byłam w stanie wciągnąć się w inną historią. Jeśli coś ma tak dobry poziom, trudno znaleźć szybko produkcje, która mu dorówna.