Tytuł: „Wszystko gra”
Tytuł oryginalny: „Match Point”
Gatunek: Dramat, Thriller, Psychologiczny
Premiera: 2005r.
Reżyseria: Woody Allen
Scenariusz: Woody Allen
Czas trwania: 2 godz. 4 min.
Ocena: 4/5
Jonathan Rhys Meyers jako odtwórca głównej roli
Fabuła filmu może wydawać się banalna. Oto młody człowiek (Chris) po cichu marzący o pieniądzach i wysokiej pozycji, powoli realizuje swój zamiar poznając odpowiednie towarzystwo i wżeniając się w bogatą rodzinę. Wszystko wydaje się idealne do pewnego momentu. Do chwili, kiedy zdaje sobie sprawę z tego, że nie chcę sobie niczego odmawiać, pokusą jest natomiast piękna dziewczyna.
Ten film nie jest typowy dla Woodego Allena. I bardzo dobrze! Reżyser fantastycznie sprawdził się w produkcji, która zawiera elementy dramatu i dreszczowca. Być może niektórych może mierzić bardzo długo rozwijająca się akcja. Jednak osobiście uważam, że nawet ten czas jest potrzebny chociażby dla pokazania rozwoju osobowości głównego bohatera. Trzeba też wspomnieć o tym, że każda scena jest dopracowana.
Warto pochwalić genialna grę Jonathana Rhysa Meyers’a. Aktor gra na emocjach widzów; nie stworzył postaci jednoznacznej, którą można zaszufladkować. Jest to postać, która z jednej strony potrafi przytaczać słowa znanych ludzi i zapewnia, że chce osiągnąć wszystko pracą, z drugiej strony nie potrafi zrezygnować z już zakosztowanego luksusu i jest w stanie zrobić bardzo wiele, aby go nie stracić. Chrisa można bronić i oskarżać, rozumieć i oceniać, to leży już w gestii oglądających i przecież o to właśnie chodziło.
Niepokojąca, piękna muzyka w tle sprawia, że klimat filmu jest niepowtarzalny.
Film jest przemyślany i inteligentny, prowokuje do intelektualnych rozważań, jego fenomen polega na jego niejednoznaczności. Jedni będą widzieć w Chrisie chłopaka, który pogubił się w życiu, drudzy wyrachowanego człowieka, który bezwzględnie kalkulując dąży do celu. Jedni skupią się na motywie przypadku, łutu szczęścia, fartu, inni zauważą polemikę ze „Zbrodnią i karą” Dostojewskiego na jaką pozwolił sobie reżyser. To właśnie jest wyjątkowe i fantastyczne w tym filmie – skłania on do refleksji, własnych wniosków, pozostawia w widzu niepokój. Czy nie o to chodzi we współczesnym kinie? Nie jest to lekki, łatwy film, o którym się zapomina zaraz po napisach końcowych. On zostawia w nas coś więcej. Myślę, że to najcenniejsze co kino może zaoferować widzowi.